Facebook

Ekstremalna Droga Krzyżowa

Polecamy Trasę Norbertańską z Leźna do Żukowa, której patronem jest Czcigodny Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, data 23.03.2018  SZCZEGÓŁY I REJESTRACJA (i inne trasy) > KLIK

 

ŚWIADECTWA:

 

Nie chcę być „starym bukłakiem”

EDK Ekstremalna Droga Krzyżowa czyli: wyprawa nocą, w zmiennych warunkach atmosferycznych, w milczeniu, trasą min. 40km.
Tylko po co?
Aby odpowiedzieć na to pytanie chcę przywołać jeden obraz. Mam taką pasję – kajakarstwo –
na szczęście mam kilku „nienormalnych” kolegów i czasem zmawiamy się na szybki spływ.
Kajak jednoosobowy górski, rzeka np. Radunia, odcinek z Wyczechowa do Babiego Dołu
tzw. Jar Raduni. Mnóstwo zwalonych drzew, szybki nurt i jedna zasada – od początku do
końca nie wychodzimy z kajaka. Na rzece jesteśmy wcześnie rano do domu wracam
wykończony, przemoczony i uśmiechnięty od ucha do ucha… mam chęć działać.
Tak samo działa na mnie EDK tylko w wymiarze duchowym.
Zaczyna się Mszą Świętą o 18.00, potem wyjście na trasę, 14 stacji drogi krzyżowej i
odsłuchanie rozważań wspólnych dla wszystkich tras EDK na świecie. Pomiędzy stacjami
cisza. Wracam do domu i jestem wykończony i jakby odarty z tego co niepotrzebne.
Mk 4 , 22 Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino
rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino [należy wlewać] do nowych
bukłaków.
Nie chcę być starym bukłakiem, czyli kimś zamkniętym na Boże działanie na Jego Słowo.
Aby to Słowo mogło we mnie działać muszę być czujny i otwarty. Jeśli – tak jak w przypadku
EDK – radykalnie zmieniam na jedną noc w roku moje typowe zachowanie, to staję się
bardziej otwarty na radykalne działanie Boga. Jeśli mam zachować czujność, to przygotowuję
się na to że: myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia
Pana. Iz 55, 8. Poprzez codzienne, drobne, a od czasu do czasu ekstremalne wyrzeczenia
zauważam w swoim życiu powolną zmianę w przyjmowaniu woli Bożej. (Mam nadzieję, że
moja żona to potwierdzi – to najlepsza weryfikacja).
Zauważam, też inne owoce. Takie noce wyjście na Ekstremalną Drogę Krzyżową to walka z
samy sobą, ze zmęczeniem, zniechęceniem, sennością, bólem. To trochę takie Franciszkowe
zejście z kanapy. Po EDK łatwiej mi walczyć z grzechem. Ale też, co ciekawe, nadrabiam
zaległości w naprawach domowych, chętniej idę na zabawy czy rozmowy z dziećmi,
podejmuję trudny temat z żoną.
Idąc pierwszy raz na EDK bałem się, że nie dojdę do końca. Ponieważ prowadzę z moim
przyjacielem Rafałem scholkę poprosiłem dzieci, aby powierzyły mi swoje intencje.
Pomyślałem sobie, że jak będzie mi już bardzo ciężko, to niesienie intencji doda mi sił. Co
bym potem powiedział dzieciom – że nie doniosłem?! No i było ciężko…

Paweł

Korekta żony – z tymi naprawami domowymi to chyba nie za bardzo – bo obrazek Maćka z
komunii czeka na zawieszenie już 2 lata.

 

Chciałabym podzielić się swoim świadectwem dotyczącym Ekstremalnej Drogi Krzyżowej 2017r.
Była to moja pierwsza ekstremalna pielgrzymka w życiu trasą z Jastrzębiej Góry na Hel.
Co spowodowało moją decyzję przejścia EDK?
Mój mąż, który uczestniczył w tej drodze rok wcześniej- ja nie mogłam ze względu na małe
dziecko.
W 2017r pojawił się dodatkowy elementem, który mógłby się wydawać przeszkodą w
uczestnictwie w EDK. Było to to, że byłam w ciąży. Ponieważ była to już kolejna moja ciąża, 5
miesiąc, wszystko z maleństwem było w porządku to ustaliliśmy z mężem, że idę, ale z rozwagą do
stacji IV we Władysławowie.
Wyruszyliśmy razem. 
Myślę, że ta „jedność” była dla nas na trasie bardzo trudna i wymagająca. Mąż, który na wszelkich
pieszych wędrówkach lubi być na czele peletonu, tym razem postanowił towarzyszyć mi do
stacji IV i iść w nieco wolniejszym tempie. A dla mnie najtrudniejsze okazało się opuszczenie EDK
w trakcie. Nie należę do osób, które łatwo się poddają i pomimo ciąży nie czułam jakiegoś
ogromnego zmęczenia- można powiedzieć nie odczułam jeszcze tego fizycznego ciężaru drogi
krzyżowej. Jednak troska o dziecko i posłuszeństwo wobec mojego męża sprawiły ,że skończyłam
trasę dużo szybciej, prawie na początku.
Pojawia się pytanie czy warto?
Czy miało to jakiś sens, skoro od razu zakładałam, że idę tylko kawałek?
Myślę, że dla mnie kluczem do podjęcia EDK była właśnie ta jedność małżeńska.
Uważam, że jeżeli podejmujemy wysiłki duchowe razem, to po pierwsze jesteśmy wstanie
zrozumieć i współodczuwać nasze trudności i zmagania, nasze radości i zwycięstwa. Natomiast
drugą istotną sprawą jest to, że JEDNOŚĆ duchowych zmagań podnosi nasze małżeństwo na
duchowe wyżyny.
W tym roku wybieram się na EDK pomimo maleństwa w domu. Pozwoli mi na to nowa
trasa Norbertańska z Leźna do Żukowa, która jest blisko domu. Pewnie znów będę musiała opuścić
trasę- zobaczymy na ile pozwoli mi wędrować mój „ssak” śpiący w domu.
Najważniejsze, że w tym roku znów wyruszę w tę drogę rozważać cierpienie i mękę naszego
Pana Jezusa Chrystusa razem z mężem i z Nim – Bogiem, który jest źródłem miłości i
JEDNOŚCI, który poprzez duchowe zmagania uświęca nas każdego z osobna i nasze małżeństwo.
Chwała Panu!

Justyna

 

 

W EDK uczestniczyłam dwa razy, była to trasa z Jastrzębiej Góry na Hel.
Gdy się zdecydowałam wiedziałam, że nie będzie łatwo tyle kilometrów, zimno, ciemno.
Dzięki mojemu mężowi, który mnie wspierał ( będąc w gotowości na wypadek gdybym nie dała
rady)wyruszyłam wraz z innymi.
Pierwszy raz 2 lata temu przeszłam prawie całą trasę, prawie-bo nie dotarłam do ostatniej Stacji
Drogi, Stacji XIV- PODDAŁAM się , powiedziałam – nie dam rady.
Przez cały rok nie dawało mi to spokoju, że tak łatwo się poddałam, ja przecież tylko szłam – a
Pan Jezus wytrwał do końca mimo bólu, ciężaru i cierpienia.
Rok temu podjęłam ponownie ten trud i wyruszyłam z nastawieniem, że postaram się dać radę –
choć nie było łatwo dotarłam do Stacji XIV z łzami w oczach (z radości).
Przeżycie myślę, że trudno do opisania, gdyż: nie jest to wycieczka,nie jest to pielgrzymka, nie ma
rywalizacji, prześcigania się.
Podjęty trud jest to po prostu Twoja Droga Krzyżowa.
Widząc natomiast wkoło siebie ludzi , którzy chcą przeżyć spotkanie z Panem Bogiem
tak samo jak Ty – daje dużo radości.
Dlatego jeśli ktoś szuka czegoś więcej, wewnętrznego spotkania z Panem Bogiem to EDK jest
właśnie dla Ciebie. Może dla Ciebie wyzwaniem będzie dojście do I lub II Stacji Drogi Krzyżowej
gwarantuję, że WARTO.
W tym roku wyruszam razem z mężem i każdy z nas przeżyje swoje spotkanie z Panem Bogiem.

Kasia

 

 

 

 

Witajcie Kochani !

Mam na imię Ala i mam 39 lat. Z moim mężem Wojtkiem jesteśmy małżeństwem 19 lat i mamy
troje wspaniałych dzieci Kacpra 16 lat, Wiktorię 15 lat i pięciomiesięczną Juliankę. Gdy nasza dwójka
dzieci była mała byliśmy rodziną zastępczą dziewczyny, która ma obecnie 23 lata.
W tym czasie odkryłam, że Pan Bóg jest bardzo blisko mnie gdyż wychowanie podopiecznej nie
było łatwe. Ciężkie i trudne chwile doprowadziły do tego, że pewnego dnia zaczęłam płakać.
Padłam w kuchni na kolana prosząc Pana Boga o pomoc. Wtedy właśnie poszłam pierwszy raz na
pieszą pielgrzymkę z Gdańska do Częstochowy. Czułam, że Pan Bóg wzywa mnie do wysiłku, za
który dostałam siły na następny rok. Trud pielgrzymowania podejmowałam co roku przez trzy lata,
aż usłyszałam od znajomego o ekstremalnej drodze krzyżowej z Jastrzębiej Góry na Hel. Na EDK
wybrałam się z grupą z Leźna. Było zimno, ciemno i lekko mi na sercu. Czułam, że Pan Bóg jest ze
mną.
Chcę wam opowiedzieć o dwóch sytuacjach, które wydarzyły się po odbyciu EDK. Prowadzę salon
fryzjerski, w którym dzień przed wyruszeniem na EDK przyszły do mnie dwie klientki. Jedna z nich
opowiedziała mi jak bardzo potrzebuje założyć rodzinę, a druga bardzo pragnęła dziecka, lecz nie
mogła zajść w ciążę.
Na tej drodze krzyżowej ofiarowałam intencje klientek oraz swoje i to sprawiło, że mimo wielkiego
trudu doszłam do końca.
Chcę wam na koniec powiedzieć, że wszystko się spełniło i małżeństwo i poczęte dziecko. Pan Bóg
jest wielki, bo o co bym go nie prosiła wszystko otrzymałam. On we wszystkim Ci pomorze nigdy
nie czekaj, znajdź czas na rozmowę z nim właśnie może na EDK. Podejmij z nim trud tej
ekstremalnej drogi i zobacz jak dla nas cierpiał, aby nas zbawić,
ja natomiast nie lubię żyć na debecie u Pana Boga.

Szczęść Wam Boże, 

Ala






Komentowanie jest zablokowane

-->